Pobierz Almanach Widzewa Łódź 2025/26
Do pobrania za darmo
Almanach Widzewa Łódź 2025/26

Pobierz darmowy PDF z podsumowaniem sezonu, wynikami, składami, statystykami i historycznymi zestawieniami Widzewa Łódź.

Piłkarze Łódzkiego Widzewa czterokrotnie gościli w Watykanie na prywatnych audiencjach u Ojca Świętego. Te cztery wizyty odbyły się na zaproszenie Jana Pawła II, a więc jedynego w historii polaka-papieża. 

Dwukrotnie nasi piłkarze gościli w Watykanie będąc w składzie reprezentacji. Za pierwszym razem w grudniu 1980 roku, tuż po "Aferze na Okęciu", byli to Zbigniew Boniek, Józef Młynarczyk, Włodzimierz Smolarek i Władysław Żmuda. Za drugim razem Marek Bajor i Tomasz Łapiński wraz z reprezentacją olimpijską w 1992 roku. 

W grudniu 1997 roku u Ojca Świętego na prywatnej audiencji gościł najpopularniejszy wtedy polski piłkarz Marek Citko. Polscy duchowni z otoczenia papieża przedstawili Citkę jako wielką nadzieję polskiej piłki nożnej, a jednocześnie osobę znaną w Polsce z głębokiej wiary. Papież życzył kontuzjowanemu piłkarzowi powrotu do zdrowia i udzielił błogosławieństwa.

"Wraz z moją przyszłą żoną Agnieszką i grupą piłkarzy z Olsztyna, Ojciec Święty przyjął nas na takiej specjalnej, sportowej audiencji. To było dla mnie ogromne przeżycie i tak silne towarzyszyły temu wydarzeniu emocje, że nie potrafię wyrazić tego słowami. Zostały piękne zdjęcia na pamiątkę. Pamiętam, że wiedział o tym, iż jestem zawodnikiem Widzewa. Powiedział bowiem, że oprócz Widzewa w Łodzi jest jeszcze ŁKS." wspomina Marek Citko tamtą wizytę u Jana Pawła II. 

Tą najważniejszą wizytę nasi piłkarze odbyli 17 lutego 1983 roku, bowiem uczestniczyła w niej cała drużyna ówczesnych Mistrzów Polski! 

Widzewiacy przygotowywali się w Cremonie na północy Włoch do rundy wiosennej 1 ligi, a przede wszystkim do ćwierćfinałowego dwumeczu Pucharu Europy z angielskim Liverpoolem. Łodzianie przebywali tam od 4 do 17 lutego, a zgodnie z kontraktem zgrupowania które zorganizował Johny River miało podczas niego dojść do spotkania z Ojcem Świętym:

"Naciskałem na Johna Rivera, menadżera, który zorganizował nam pobyt we Włoszech, aby ten zapis się pojawił. Mówił, że szansa na rozmowę z ojcem świętym jest mała." wspomina ówczesny trener Widzewa Władysław Żmuda

Widzewiacy trenowali i grali mecze, m.in. pokonali zespół z ligi okręgowej z Lugo 17:1, a także Wyspy Ischia 10:1, oraz ulegli Cremonese 0:2 i Pisie 1:3. Pewnego dnia, już pod koniec zgrupowania, pojawił się u nich polski ksiądz, jak się okazało, był to Stanisław Dziwisz. Chodził wśród piłkarzy, wypytywał, rozmawiał z nimi. Większość drużyny poszła na mszę, którą zorganizował. Jak się później okazało, przyjechał sprawdzić, czy zasłużyli na spotkanie z Ojcem Świętym.
"Niby wiedzieliśmy o tym tydzień wcześniej, ale menedżer nie takie rzeczy nam obiecywał. Dlatego do ostatniej chwili nie wierzyliśmy, że spotkamy się z Janem Pawłem II." mówił Wiesław Wraga o tamtych wydarzeniach. 

"Dzień przed wylotem do kraju, w hotelu otrzymałem telefon od Rivera, żebym szybko przyszedł do jego pokoju. Kiedy tam się pojawiłem, rozmawiał przez telefon. Po chwili oddał mi słuchawkę. Okazało się, że po drugiej stronie jest ksiądz Dziwisz. Opowiedziałem mu o naszych planach, a on po chwili odrzekł, że możemy spotkać się z ojcem świętym. W drużynie zapanowała wielka radość." wspomina dalej Żmuda. 

"Pamiętam, że o audiencji poinformowano nas wieczorem. Miała się odbyć następnego dnia o 6 rano. I od razu pojawił się problem, jak się ubrać. Wtedy wśród polskich drużyn nie było jeszcze zwyczaju ubierania się w jednakowe stroje wyjściowe. Jedni byli więc w marynarkach, inni w swetrach, jeansach, kurtkach czy koszulach. Na pewno nie prezentowaliśmy się w tym wszystkim dobrze. Wpadliśmy więc na pomysł, żeby ubrać się na sportowo. Każdy piłkarz miał czerwony dres adidasa. Problem jednak w tym, że po obozie nie były one zbyt czyste. Trzeba więc było je uprać - każdy robił to sam. Ale z ośrodka musieliśmy wyjechać do Rzymu w środku nocy, więc dresy nie zdążyły wyschnąć. Trzeba było założyć mokre. Ja byłem w lepszej sytuacji, bo jako trener wziąłem z sobą garnitur. Pamiętam, że był z aksamitu, a przywiozłem go z Danii." mówił o przygotowaniach do spotkania Tadeusz Gapiński, ówczesny asystent trenera Żmudy. 

Dwóch piłkarzy jednak było inaczej ubranych niż reszta piłkarzy, byli to Józef Młynarczyk oraz Włodzimierz Smolarek. O kulisach ich ubioru napisał Smolarek w swej autobiografi pt. "Smolar. Piłkarz z charakterem":

"Otóż, powiem szczerze, dzień wcześniej nic jeszcze nie wiedzieliśmy o audiencji - czy dojdzie ona do skutku. Razem z Józkiem ruszyliśmy w miasto; wróciliśmy do hotelu najpóźniej i poszliśmy spać w " opakowaniu". Rano pobudka, wszyscy zbieramy się prędko, bo o 6.00 mamy audiencje!  My zaś w pośpiechu zebraliśmy się szybko, tak jak spaliśmy, nie było czasu na przebieranie się."

Spotkanie w Watykanie u Jana Pawła II rozpoczęło się o 6.00, od mszy świętej w prywatnej kaplicy. Gdy Widzewiacy weszli do kaplicy i zajęli swoje miejsce, papież wstał, odwrócił się do naszych piłkarzy i powiedział: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus", a oni jemu odpowiedzieli. Wtedy rozpoczęła się msza święta, w której oprócz Ojca Świętego oraz naszej drużyny uczestniczyło dwóch kapłanów, w tym jeden czarnoskóry. Widzewiacy podczas niej otrzymali rozgrzeszenie, a także przyjęli komunię świętą z rąk Ojca Świętego:

"Wprowadzono nas do kaplicy, gdzie klęczał Papież. Za chwilę miała rozpocząć się prywatna msza, w której też mieliśmy uczestniczyć! Nasz piłkarz Mirek Tłokiński dał znak, że chce przystąpić do komunii. Ale co ze spowiedzią? Nie chodziło tylko o niego. Szybko poszedł dyskretny sygnał, że wszyscy chcielibyśmy przyjąć komunię, ale nie byliśmy do spowiedzi. Wtedy Ojciec Święty w drodze wyjątku udzielił nam ogólnego rozgrzeszenia. Pomyślałem sobie, że muszę iść pierwszy do komunii, bo wtedy cała drużyna do niej przystąpi. " - wspomina Żmuda. 

Po zakończeniu mszy świętej papież przyjął naszych piłkarzy w swych apartamentach, dokładnie w bibliotece. Jak wspomina Tadeusz Gapiński, Jan Paweł II bardzo dobrze wiedział że Widzew ma przed sobą mecz z Liverpoolem, a także powiedział jedno znamienne zdanie: „To trudny przeciwnik, ale Wy macie dobrą drużynę i tego meczu nie przegracie”. Później zamienił kilka zdań z każdym z naszych zawodników.

"Co najciekawsze, kilka minut po audiencji większość z nas zapomniała, o czym rozmawialiśmy." wspomina dalej Gapiński. Jedna jednak przeszła do historii naszego klubu, a była to rozmowa Jana Pawła II z Wiesławem Wragą: "Gdy papież się z nami witał, pogłaskał mnie po czole i powiedział: "Taki młody, a już w piłkę gra" - Mówił sam zainteresowany. 

Dłuższą chwilę poświęcił naszemu trenerowi:

"Ojciec święty zamienił także ze mną dwa słowa. Zażartował, że jestem trenerem, który „goni” swoich zawodników. Odpowiedziałem, że muszę to robić, bo inaczej nie byłoby wyników sportowych." - wspomina tą rozmowę Żmuda. 

Natomiast najlepszy Polski bramkarz w historii Józef Młynarczyk tak pamięta tamto spotkanie:

"To było już moje drugie spotkanie z Ojcem Świętym i tak samo pozostanie w mojej pamięci jako niezapomniane. Być w jego prywatnych apartamentach, bibliotece, kaplicy, rozmawiać z nim - co można do tego dodać? Cieszę się, że było mi to dane. Ojciec Święty pytał się mnie jak mi się gra w bramce, jak się czuję. Odpowiedziałem, że dobrze, że nieźle chyba jestem przygotowany, na co Papież powiedział, że najbliższy sezon sportowy powinien być ciekawy. Chwila rozmowy i trzeba było ustąpić miejsca innym, bo każdy chciał usłyszeć choć słowo.

Jan Paweł II zamienił słowo nie tylko z każdym z zawodników i trenerów.

"Kiedy zostałem przedstawiony Papieżowi, usłyszałem: " To Pan robi te zabiegi chłopcom", chciałem coś odpowiedzieć, ale byłem bardzo stremowany. Poczułem się jak za czasów szkolnych klasówek, tylko w bardziej wyniosłym nastroju." mówił Sławomir Pęczak, ówczesny masażysta naszym piłkarzy. 

Podczas audiencji wszyscy piłkarze dostali różańce, a także pozowali do wspólnych zdjęć. Nie można było samemu ich robić, ale był fotograf, który wszystkie materiały przekazał Riverovi, a on przesłał je do Polski. 

Po audiencji nasza drużyna zwiedziła całą Bazylikę Świętego Piotra, a także oglądała groby papieży w podziemiach.

Prywatna audiencja przeszła do historii nie tylko naszego klubu, lecz także całego polskiego sportu, bowiem piłkarze Widzewa byli pierwszą polską klubową drużyną piłkarską, która spotkała się z Papieżem! 

Niejako ciąg dalszy miał miejsce 2 tygodnie później, a więc w dniu pierwszego meczu w Łodzi z Liverpoolem. Pierwsza rzecz miała miejsce na przedmeczowej odprawie:

"Tuż przed wyjściem na boisko, kiedy już skończyłem odprawę, miałem do chłopaków jeszcze tylko jedno zdanie: „Pamiętajcie, papież powiedział, że wy tego meczu nie przegracie”. Lepszej motywacji nie byłem w stanie wymyślić. Nie mówię, że to był cud, ale olbrzymia wiara w to, co powiedział nasz Papież. Nie chodzi o kwestie religijne, ale o aspekt psychologiczny - tłumaczy trener Żmuda. Błogosławieństwo polskiego papieża najwyraźniej pomogło, bo widzewiacy pokonali faworyzowany Liverpool FC 2:0. Natomiast druga kwestia dotyczy zdobycia drugiej bramki w tym meczu. Jej zdobywcą był bowiem najniższy na boisku Wraga, który pokonał Brusa Globbelaara strzałem z 16 metrów... głową, którą przecież 2 tygodnie wcześniej Jan Paweł II pogłaskał. 

Ciekawostką dotyczącą tego spotkania był fakt, iż dziennikarze całkowicie zbagatelizowali fakt prywatnej audiencji widzewiaków u papieża. Wiadomo, w Polsce panował wtedy stan wojenny i takie rzeczy były nie na rękę ówczesnych władz. W gazetach i dziennikach zamieszczono jedynie suchy agencyjny fakt audiencji. Jako pierwszy dłuższy reportaż o wizycie Widzewa u papieża zamieścił katolicki magazyn "Za i przeciw" z 17 kwietnia 1983 roku, a więc dokładnie 2 miesiące po tym wydarzeniu!